1 maja, godzina 12:30, pomarańczowe boisko salezjańskie, tłum ludzi i...... po środku kamerzysta.
Widok płaczących, już tęskniących za nami rodziców był przygnębiający, jednak były to tylko pozory. Który rodzić nie chciałby się pozbyć swojego dziecka i to aż na 8 dni?
Pielgrzymkę do Włoch rozpoczęła modlitwa o dobrą podróż oraz o mile spędzony czas poza granicami Polski. Przejazd autokarem był długi i męczący. Jednak ksiądz Andrzej Policht nie pozwolił na to, żebyśmy choć przez chwilę się nudzili i zabawiał nas swoimi żartami.
Po drodze do Włoch zwiedziliśmy Wiedeń, gdzie mieliśmy możliwość zobaczenia największej i jednej z najstarszych świątyń stolicy Austrii, jaką jest katedra św. Szczepana. Dalsza trasa poprowadziła nas do pięknej i charakteryzującej się typowymi zapachami Wenecji. Tam mieliśmy okazję uczestniczyć we Mszy Świętej w bazylice Św. Marka, gdzie znajdują się relikwie ewangelisty. Tam też usłyszeliśmy Ewangelię w języku polskim i zaśpiewaliśmy pieśń „Czarna Madonno”.
Z Wenecji wyruszyliśmy prosto do Foligno, gdzie czekał na nas padre Mariano.
Każdy dzień spędzony we Włoszech to poznanie nowego, piękniejszego miejsca, które było związane z cudem eucharystycznym oraz postaciami świętych. Odwiedziliśmy między innymi Asyż i znajdującą się tam bazylikę św. Franciszka. Kolejne dni zaprowadziły nas do Nursji i Cascii, gdzie zobaczyliśmy miasto rodzinny Świętego Benedykta i miejsca związane ze św. Ritą, a mianowicie jej dom rodzinny, kościół, w którym miała ślub i klasztor w którym się modliła. I tutaj pojawia się ciekawostka: jedyną osobą, której udało się wspiąć na górę gdzie znajdował się klasztor, był kleryk Karol. Niestety nie udało nam się zdobyć żadnych zdjęć i wciąż zastanawiamy się, czy aby na pewno kleryk dotarł w to miejsce?
Nasza pielgrzymka zaprowadziła nas również do Rzymu na „prywatną” audiencje papieża Benedykta XVI. Najbardziej w naszych sercach zapadł jednak widok grobu Jana Pawła II.
Celem naszej pielgrzymki były Manopello i Lanciano. Te miejsca związane są z cudami dotyczącymi Chrystusa. W Manopello zobaczyliśmy Boskie Oblicze na chuście św. Weroniki. Natomiast w Lanciano mogliśmy zobaczyć na własne oczy cud, który wydarzył się w VIII stuleciu. Podczas jednej z Mszy Świętych, po dokonaniu konsekracji, hostia stała się Ciałem, a wino przemieniło się w żywą Krew, krzepnąc w pięć nierównych i rożnych co do kształtu i wielkości grudek.
Ostatni dzień spędziliśmy w Foligno i tam też mogliśmy zapełnić swoje aparaty pamiątkowymi zdjęciami.
Salezjańska wyprawa nie mogła odbyć się bez tańca belgijskiego. Około godziny 15:00 uczniowie naszej szkoły, aby skrócić oczekiwanie na księdza Polichta, zatańczyli taniec radości. Potem pożegnaliśmy padre Mariano i wyruszyliśmy do Polski. Po drodze zahaczyliśmy o Padwę i o największy tam kościół, czyli bazylikę św. Antoniego. Po ciężkiej nocy dotarliśmy z powrotem na pomarańczowe boisko salezjańskie.
Pielgrzymkę zakończyliśmy modlitwą, dziękując Bogu za to, że cały czas czuwał nam nami.
Cała pielgrzymka miała wyraz duchowy, wywarła na nas ogromne wrażenie, a jedna z naszych uczennic, jak sama twierdzi, doznała "cudu". Mimo to, że w pielgrzymce uczestniczyła również "starsza młodzież", wszyscy wzajemnie się rozumieliśmy i wspólnie przeżywaliśmy każdy dzień.
Dziękujemy bardzo księdzu Andrzejowi Polichtowi za trud i zaangażowanie jakie włożył w organizację tej pielgrzymki. Dziękujemy mu za pogodę ducha, optymizm i radość, którą nas otaczał. Dziękujemy również klerykowi Karolowi za opiekę nad nami i przepraszamy za kilka nieprzespanych nocy. Mamy nadzieję, że uda nam się jeszcze kiedyś wyruszyć na pielgrzymkę w tak miłym i liczniejszym gronie!
|